TW #01 Meblościanka


 Postać: Francuski tenisista

 Zdarzenie: Powrót do klatki

 Efekt: Przywołaj w tekście ważne dla Ciebie przeżycie

 

  Żyłem za meblościanką. Sam nie wiem jak długo. Powracałem do tego zakurzonego miejsca za każdym razem, gdy demony pojawiały się za rogiem. Pewnego dnia postanowiłem po prostu zostać. Czułem się tu bezpiecznie. Ukryty, zwinięty w kłębek, przytulony do szorstkiej ściany. Nie było to tym, o czym zawsze marzyłem, ale nauczyłem się, że czasami trzeba poświęcić piękne plany na rzecz bardziej praktycznych rozwiązań.

  Zamierałem, wstrzymując oddech, gdy upiory krążyły od pokoju do pokoju szukając kolejnej ofiary. Szpara w meblościance służyła mi za wizjer. W półmroku widziałem tylko rozmazane sylwetki dzierżące w szponach morderczy oręż.

  W trakcie długich dni spokoju słyszałem za ścianą czyjś szloch. Na początku bałem się, że to podstęp. Później domyśliłem się, że tam też jest meblościanka, za którą ktoś postanowił przetrwać tak jak ja. Wbrew rozsądkowi kilka razy próbowałem nawiązać kontakt porozumiewawczym pukaniem w tynk. Bez skutku. Świetnie to rozumiem. My, ludzie zameblościankowi, stawiamy bezpieczeństwo na pierwszym miejscu. Nie możemy ryzykować pochopnie. Mimo tego czułem narastającą więź z duszą po drugiej stronie. Godzinami rozmyślałem, kim jest, co czuje i czy zastanawia się w ten sam sposób nade mną. Z biegiem czasu mój domniemany przyjaciel stał mi się na tyle bliski, że przed zaśnięciem przykładałem delikatnie dłoń do ściany, jakbym dotykał czyjegoś ramienia i szeptałem „dobranoc”. Gdy słyszałem wibrujący przez odgradzającą nas barierę stłumiony płacz, mamrotałem pod nosem słowa pocieszenia, wierząc, że zacieśniająca się między nami nić wspólnego losu połączy także nasze umysły.

  Upiory wróciły przed paroma dniami. Szeleściły między sobą porozumiewawczo, rozpraszając się jednocześnie po mieszkaniu. Jeden z nich bardziej uważnie niż zwykle badał okolice mojego schronienia. Węszył i dyszał, pełznąc wzdłuż kolejnych półek, gdy nagle poczułem jego przygniatający wzrok. Dojrzał mnie przez moją szczelinę! Całe życie przeleciało mi przed oczami. Ale to nie był koniec. Przynajmniej nie mój. Rozległ się rumor i przygniatające spojrzenie zwróciło się w inna stronę. Mroczni łowcy pędzeni wspólną wolą, wparowali do sąsiedniego mieszkania. Kobiecy krzyk przy akompaniamencie przesuwania mebli rozerwał duszne powietrze. Wezbrała we mnie złość. Działając instynktownie, poderwałem się, próbując wydostać zza mebla. Nie chciał ustąpić. Wrzeszczałem z całej siły, chcąc zwrócić na siebie uwagę, mając nadzieję kupić ofierze więcej czasu. Chciałem przeskoczyć górą, ale zdążyłem tylko zobaczyć przez otwarte drzwi umykające sylwetki wynoszące szamoczące się dziewczę. Seria stukotów po schodach, trzask. Zapanowała dojmująca cisza, a sam zastygły na wspartych ramionach, poczułem ulatującą nadzieję. Opadłem na podłogę po właściwej stronie. Za meblościanką.

  Płakałem na przemian z atakami złości, w trakcie których waliłem z całej siły w dyktę. Zakrwawione pięści piekły jak diabli, pozostawiając po sobie czerwone pieczęcie. Teraz było mi już wszystko jedno.

  Przyszli po mnie tydzień później. Ustawili się w szyku naprzeciwko. Stali tak dłuższą chwilę, zanim przekazując sobie prawdopodobnie telepatyczną komendę, ruszyli odsuwać meblościankę. Gdy szpara przede mną rozszerzyła się do nieprawdopodobnych, dla mojego zszarganego umysłu, rozmiarów, niespodziewanie skąpany w oślepiającym świetle, przysłaniając ręką nadwrażliwe oczy, ujrzałem go. Lucas Pouille. Morderczym orężem w jego ręku okazała się zwykła rakieta tenisowa. Za nim stali kolejno Benoit Paire, Jo-Wilfried Tsonga, Geal Monfils oraz Gregoire Barrere.

  – Ale jak to? - wymamrotałem z niedowierzaniem. – Co to wszystko znaczy?

 Lucas spoglądał na mnie z wyrozumiałością, wyciągając przyjaźnie rękę.

  – Zdziwiony? Siedząc tak długo za meblościanką, czego się spodziewałeś?

  – No raczej nie tego...

  – Właśnie. Czy już wiesz dlaczego?

 Ośmielony, złapałem go za rękę, wstając.

  – Nareszcie! – zawołał Jo-Wilfried, imitując rakietą uderzenie z backhandu – Spieszymy się na trening.

  – Dobra chłopaki, robota zrobiona, lecimy! – wtrącił się Gregoire.

 Po tych słowach każdy z nich podszedł do mnie poklepując po ramieniu, aby zaraz potem skierować się do wyjścia. Lucas schodził po schodach jako ostatni, gdy zdezorientowany rzuciłem się w jego stronę i opierając o barierkę, krzyknąłem:

  – I co teraz będzie ze mną?!

 Lucas przystanął, zadzierając głowę.

  – Sam zdecyduj.

 Tak oto zostałem wyrwany ze świata za meblościanką przez francuskich tenisistów. Los chciał mi coś w ten sposób przekazać. Coś ważnego, istotnego. Jestem tego pewny, ale wciąż nie mogę rozgryźć co to takiego. Może się kiedyś dowiem, a może nie. Kij z tym.

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Basileus
Kategoria: trening-wyobrazni
Opis:
Dodano: 2020-01-15 15:46:35
Komentarze.
*Canulas 2 m.
"My, ludzie zameblościankowi, stawiamy bezpieczeństwo na pierwszym miejscu." - hahahaha.

Kurde, popieprzone, jakbym Topora czytał. Trochę nie rozumiem, czemu wynieśli dziewczynę, a jemu nic nie zrobili. W każdym razie teskt dość miodny.
Pod kątem technicznym troszkę dużo dookreśleń; mi/moja/mnie
Odpowiedz
~Basileus 2 m.
%Canulas Bywa w życiu, że siła wyższa wyciąga za meblościanki, a nie każdy jest na to gotowy i wówczas dochodzi do dramatu xD
Odpowiedz
~alfonsyna 2 m.
"próbując wydostać za mebla" - zza mebla;
"poczułem ulatającą nadzieję" - nie wiem, może oba wyrażenia są poprawne, ale mnie by lepiej brzmiało "ulatującą nadzieję";
"spoglądał na mnie z wyrozumieniem" - brzmi mi to tak nienaturalnie archaicznie, wolałabym "ze zrozumieniem" albo "z wyrozumiałością", ale to też moja fanaberia właściwie;
"uderzenie z backhand'u" - apostrof zbędny, stosuje się go tylko, gdy wyraz kończy się niemą literą, np. highlife - highlife'u ("e" jest tu nieme, nie wymawia się go), ale już backhand to zwyczajnie backhandu;
Nie da się ukryć, że przez cały tekst zastanawiałam się, co on tam jadł, pił i jak zaspakajał inne fizjologiczne potrzeby. XDD Co nie zmienia faktu, że w sumie spodobała mi się ta absurdalność, taki dreszczyk napięcia i emocji na początku, zwieńczony zaskakującym zakończeniem. Może to wszystko było tylko w jego głowie? A może coś jest w tych meblościankach, że jak już człowiek tam wlezie to wszystko poza nią wydaje się jakieś takie... przerażające.
Pozdrowienia.

Odpowiedz
~Adelajda 2 m.
Meblościanka nie pyta, meblościanka rozumie
Ciekawy, abstrakcyjny tekst.
Odpowiedz
Witamy nowy tekst!
Basileus, w wolnej chwili wrzuć link do wątku z linkami:
http://t3kstura.eu/index/nowy_w.php?id_watku=18

ps. Co do numeracji, z racji że wystartowaliśmy z Ligą, numerujemy od TW #01
Odpowiedz
~Basileus 2 m.
$alfonsyna Dzięki za poprawki. Te błędy było po prostu literówkami. Ale dzięki za uświadomienie w sprawie apostrofu, tego nie wiedziałem. Pozdrawiam również
$Adelajda Dzięki
Odpowiedz
~JamCi 2 m.
Posuń się. Włażę. Nie wyjdę, nie ma bata.
Odpowiedz
~JamCi 2 m.
A tak na poważnie, to dobry tekst.
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
" Żyłem za meblościanką. Sam nie wiem jak długo"
"My, ludzie zameblościankowi, stawiamy bezpieczeństwo na pierwszym miejscu"

"Węszył i dyszał, pełznąc wzdłuż kolejnych pólek" - półek*
"Działając instynktownie, poderwałem się, próbując wydostać zza mebla. Nie chciał ustąpić. Wrzeszczałem z całej siły, próbując zwrócić na siebie uwagę" - tutaj masz 2 x próbując

"Chciałem przeskoczyć górą, ale zdążyłem tylko zobaczyć przez otwarte drzwi umykające sylwetki wynoszące szamoczące się dziewczę. Seria stukotów po schodach, trzask. Zapanowała dojmująca cisza, a sam zastygły na wspartych ramionach, poczułem ulatującą nadzieję. Opadłem na podłogę po właściwej stronie. Za meblościanką.
Płakałem na przemian z atakami złości, w trakcie których waliłem z całej siły w dyktę" - to są właśnie skutki siedzenia za meblościanką

"Zakrwawione pięści piekły jak diabli, pozostawiając po sobie czerwone pieczęcie" - stwierdzenie, ze piekły pozostawiając pieczenie jest trochę dziwne
"Lucas spoglądał na mnie z wyrozumiałością, z wyciągniętą przyjaźnie ręką" - może: Lucas spoglądał na mnie z wyrozumiałością, wyciągając przyjaźnie rękę

"Tak oto zostałem wyrwany ze świata za meblościanką przez francuskich tenisistów" - hahahaha, nie no, pasi mi ten absurd tutaj, jeszcze tak na chama tych tenisistów, bezczelnie wręcz tu wplotłeś, że aż mi się ta bezczelność spodobała Wykorzystałeś efekt! Dopisz sobie go na górze (Efekt: Przywołaj w tekście ważne dla Ciebie przeżycie), wszak wyjście zza meblościanki to ważne w życiu wydarzenie

Pozdro Basileo, pośmiałam z tego pomysłu wczoraj, dziś, dzięki

Odpowiedz
*Ritha 2 m.
aaa pieczęcie, nie pieczenie, ok tamten zarzut cofam
Odpowiedz
~entropia 2 m.
Fajnie ukazany lęk i zmierzenie się z nim. Tekst wywołał uśmiech
Odpowiedz
Anonim 2 m.
Zaczarowałeś mnie na początku tekstem. Zaczęłam zastanawiać się czym jest moja meblościanka, w której siedzę a potem jak Filip z konopii wyskoczyli francuscy tenisiści Miałam lekki zgrzyt z końcówką, ale opowiadanie fajne
Odpowiedz
~sensol 2 m.
dobry pomysł i wykon. git tekst!
Odpowiedz
^Halmar 2 m.
Kawał dobrej roboty. W dodatku tekst z przesłaniem, nie jakieś pierdu-pierdu. Świetne ujęcie wyobcowania i znieczulicy. Nie tylko w wymiarze uniwersalnym
Odpowiedz
~pkropka 2 m.
Cudowny tekst
Trzy razy w niego wchodziłam tylko po to, żeby móc ci to napisać. Absurdalny, z przymrużeniem oka, a chwyta za serce.
Tylko dziewczyny szkoda.
Odpowiedz
~Agnieszka 2 m.
Dobry wieczór,
"My, ludzie zameblościankowi, stawiamy bezpieczeństwo na pierwszym miejscu." - świetne
Opko natomiast intrygujące. Fajnie napisane. Przyjemnie i swojsko pokręcone
Pozdrawiam
Odpowiedz
+berkas 2 m.
Ejjjj do mnie nigdy nie przychodzą francuscy tenisiści , coś muszę robić źle.
"W półmroku widziałem tylko rozmazane sylwetki[,] dzierżące w szponach morderczy oręż." więcej nic nie zauważyłem, bo umierałem ze stresu, bo się okazuje, że zameblościancze może nie być bezpieczne...
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin